piątek, 9 listopada 2012

c'est la vie, motherfucker

ah, życie. cudownie jest pić najdroższe najtańsze wino przy torach kolejowych, machając do pasażerów osobowych, słuchać wszelkiej muzyki i nie myśleć o tym, jak bardzo nie mogę tworzyć. kiedyś alkohol mi pomagał. kiedyś pomagały nawet kawa i papierosy.
teraz? nic, null. papieros i kawa i powoli alkohol stają się codziennością, bez której nie można się obyć. trzymam w szafce zapas wódki, mam przy sobie zapałki i fusy między zębami. a tego, co jest paliwem mojego życia, nadal nie ma. kiedyś sztuka była moim papierosem, moją kawą, moim alkoholem, moim ziołem i moją kokainą. teraz - vice versa.
art never comes from happiness.

ból?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz